fcxopmqa0il13phlwbt8yo8

Dzień 21 – niedziela

To już 3 tygodnie bez mięsa. Wiem, że z drugiej strony to jest TYLKO 3 tygodnie, ale kiedyś myślałam, że bez mięsa nie da się funkcjonować. Doszukiwałam się spadku energii, oznak niedoboru witamin i mikroelementów, aby tylko wmówić sobie, że bez mięsa ani rusz. A tu się okazuje, że jest całkiem odwrotnie. Byłam dzisiaj z moimi chłopakami na hali sportowej i po raz pierwszy nie dostałam zadyszki od biegania za Juniorem. W moim przypadku, mogę śmiało powiedzieć, że mięso nie daje siły.

Mój motywator na dziś:

Stephanie Anderson:
Wiek: 29 lat
Początkowa waga: 119 kg
Obecna waga: 74 kg

Wiek się zgadza, waga startowa też. Cel mam nieco inny, ale 74 kg to też byłby super wynik.

youarewhatyoueat

Dzień 20 – sobota

Dzień słodkości. Sobota to jedyny dzień kiedy (według założenia) jem słodycze. Co prawda zdarzyło mi się podjeść, np wafelka, ale starałam się pilnować. Prowadziłam kiedyś dzienniczek posiłków, więc wiem ile słodyczy jestem w stanie pochłonąć przez tydzień i na pewno jest to o wiele więcej niż zjadłam dzisiaj.

Jeśli chodzi o dietę, to nie zmniejszyłam ilości posiłków, ale ich rodzaj. I są już widoczne efekty. Co prawda waga spada powoli, ale za to bardzo poprawił mi się stan skóry (po pierwotnym pogorszeniu), wzmocniły mi się paznokcie (ale i tak założę sobie tipsy, bo obgryzam) i włosy zrobiły się miększe i delikatniejsze w dotyku (lśniące to nie będą, bo mam rozjaśnione niemal na biało).

Dzisiaj mój Syn był z wizytą u dziadków. Zgłodniał, więc podali mu kanapeczkę z wędliną. I Młodego zsypało. Wyskoczyła mu paskudna wysypka na udach i brzuchu. Nie wiedziałam, że on tak reaguje na takie produkty. Uważałam że jego niechęć do mięsa wynika z tego, że mu po prostu nie smakuje. A tu jednak okazuje się, że mu szkodzi. Po raz kolejny potwierdza się, że małe dzieci instynktownie wybierają to, czego im potrzeba.

A na zakończenie dodam grafikę, która idealnie oddaje moją sytuację. Mam nadzieję że z biegiem czasu będę bliżej lewej strony niż prawej.

miłej nocy

1340446647_b0cnvd_500

dzień 18 i 19 / czwartek, piątek

Przez ostatnie dni przewinęło się przez mój dom sporo osób. A jak goście to wiadomo: kawa, herbata, ciacho. Trudno w takich sytuacjach powstrzymać się przed podjadaniem, ale dałam radę. Jutro jest mój słodki dzień.

Wielokrotnie słyszałam tłumaczenie: to nie moja wina że mam taką budowę, to przez grube kości. Sama też często tłumaczyłam się w ten sposób. No cóż….

dzień 17 – wtorek

Zaczęła mi smakować zielona herbata. Jestem kawoszem i niestety bardzo często zdarzały mi się dni, kiedy kawa była jedynym przyjmowanym przeze mnie napojem. Mało rozsądnie i bardzo niezdrowe. Teraz wypijam około 2 litrów płynów dziennie. Na tą ilość składa się głównie woda (nie kupuję mineralki, piję przegotowaną z kranu), oraz zielona herbata. Kilka lat temu, całymi litrami piłam, bardzo popularną wtedy, herbatę Pu Erh, ale po kilku eksperymentach ze sposobami parzenia, wybrałam jednak zieloną. Parzę ją metodą Beaty Pawlikowskiej – Zalewam liście wrzącą, ale nie gotującą wodą i parzę pod przykryciem 30-60 sekund. Pierwszy napar jest zazwyczaj zbyt gorzki i często zaleca się żeby go wylać, ale ja wlewam ten napar do dzbanka i zaparzam te same liście jeszcze 2-3 razy mieszając je razem. I taką herbatkę popijam sobie przez cały dzień.

Spierałam się dzisiaj ze znajomą na temat jedzenia mięsa przez dzieci. Ja uważam, że jeśli Młody nie chce jeść to jego sprawa i nie zamierzam go zmuszać, natomiast A. twierdziła że jestem nieodpowiedzialna i powinnam Młodemu wciskać na siłę (to są jej dosłowne słowa). Wiele osób uważa, że to moja fanaberia na siłę próbują mnie wyprowadzić z błędu.

Natomiast prawda jest taka, że Junior który odrzucił mięso ok 9 miesięcy temu, jest zdrowy, dobrze się rozwija, ma dużo energii, chętnie próbuje nowych smaków i nie choruje. Nie sądziłam, że mogę się nauczyć czegoś o żywieniu o dwulatka:)

do przemyślenia

dzień 16 – wtorek

Kotlecików soczewicowych dzisiaj nie było, ponieważ moje dziecko wysypało dzisiaj do doniczki cały mój zapas. W zamian na obiad była kasza gryczana i gotowany na parze brokuł.

Jeśli chodzi o moje odchudzanie, to na razie idzie mi to trochę marnie. Co prawda zaczęłam się lepiej odżywiać, ale jak na razie to zastąpiłam tuczące, niezdrowe jedzenie, na zdrowsze, ale mimo wszystko nadal nieco tuczące. Za często smażę, dodaje za dużo tłuszczu i nadal podjadam kanapeczki. Myślę że nadszedł czas na kolejny etap zmian. Co prawda to nie jest już sezon na świeże warzywa, ale zamierzam wprowadzić ich do mojej diety, dużo więcej niż teraz. Założenie jest takie, że od dzisiaj przez 100 dni rezygnuję ze słodyczy, fast foodów i tłustego, smażonego jedzenia. Sto dni to nie jest dużo, a na świątecznym stole króluje ryba więc myślę że dam radę. Pozdrawiamdo przemyślenia

Motywacja

dzień 15 – poniedziałek

Motywacja

Dzisiaj po raz kolejny przekonałam się, że moje dziecko nie życzy sobie mięsa na talerzu. Chłopaki na obiad mieli pierogi z mięsem, Młody zjadł samo ciasto, a nadzieniem próbował nakarmić tatę. Ja już dawno odpuściłam sobie próby podawania Młodemu mięsa, ale Mąż się martwi że to może mu się odbić na zdrowie. Nie wiem w jaki sposób to mogłoby Młodemu zaszkodzić, ale nie spieram się. Po prostu podaje Młodemu to co lubi.

Zaczęłam trenować TAI CHI. Opanowałam kilka podstawowych figur, ale mam spory kłopot z płynnością ruchów. To wcale nie jest takie proste jak mi się na początku wydawało. Poza tym po pierwszych ćwiczeniach oddechowych okazało się, że nie potrafię prawidłowo oddychać. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, przecież oddychanie to czynność fizjologiczna, wykonywana ciągle więc co można robić źle? A tu okazuje się że jestem permanentnie niedotleniona. Do tego mam tak tragiczną kondycję, że nawet powolne TAI CHI mnie męczy. Jeszcze 3 lata temu, miałam taką kondycję, że na urlopie przejeżdżałam dziennie po ok 50 km, a teraz… Na wiosnę kupuję Młodemu fotelik na rower i będziemy śmigać po okolicach. Mama musi wrócić do formy.

A jutro na obiad kotleciki z soczewicy. Jeśli mi wyjdą to wrzucę przepis. pozdrawiam

dni 13 i 14 – sobota, niedziela

To już 2 tygodnie diety, a ja nie zrezygnowałam:) Jak do tej pory, to raz wytrwałam 3 tygodnie na diecie Konrada Gacy i 13 dni na diecie kopenhaskiej. Obie diety opierają się na mięsie, a okazuje się że ono wcale mi tak nie służy jak mi się do tej pory wydawało. Po ograniczeniu mięsa (jem raz w tygodniu) poprawiła mi się cera, mam więcej energii i lepiej się wysypiam. Ograniczenie spożycia mięsa, pociągnęło za sobą zmniejszenie spożycia pieczywa. A to z kolei doprowadziło do tego, że zmieściłam się z kożuszek z ubiegłego rokuŚmiech Co prawda nie leży jeszcze idealnie, ale traktuję to jako mój pierwszy, mały sukces.

pozdrawiam i do jutra

dzień 12 – piątek

Mąż niby mnie zachęca do odchudzania, a na kolację zamawia pizzę… A ja oczywiście mnie mogłam się powstrzymać i zjadłam 3 kawałki. Dlaczego ciągle powielam ten sam schemat: zjadam coś czego zjeść nie powinnam, a potem mam wyrzuty sumienia. Bez sensu…